narzeczona-lukego2

Mamuś, a chciałabyś być narzeczoną Lukego?

Wpisy, których autorem jest mirkal4

43

0

Jadę w swojej granatowej kurtce na czerwonym siedzeniu w nie wiadomo jakiego koloru samochodzie (jakiś taki brudny ciemny beż) i słyszę z radia reklamę, która obiecuje, że jak mężczyzna zażyje jakąś tam tabletkę, to będzie w folii przez ileś godzin.
Hm, jak mężczyzna będzie w folii to już i tabletki go nie postawią za przeproszeniem.
Tu przypomniała mi się przyśpiewka ludowa tragikomiczna:
„Umarł Maciek umarł już leży na desce, gdyby mu zagrali podskoczyłby jeszcze”.
Po kilku piosenkach i prognozie pogody, reklama się powtarza i tym razem słyszę dokładniej, że jak mężczyzna zażyje jakąś tam tabletkę, to będzie w formie przez ileś godzin.
Taaa, mała różnica, a może cieszyć. Zwłaszcza Jego, bo One to różnie, nie wszystkie lubią formę przez ileś tam godzin.

Znalazłam taki przepis: domowa nutella
- 2 dojrzałe awokado,
- 1 banan ( opcjonalnie)
- 3 łyżki kakao,
- słodzik ( miód, stewia, ksylitol)
Wykonanie:
Wszystkie składniki włożyć do miski i zmiksować. Można dodać orzeszki lub owoce do dekoracji i smaku.

Ale ile to można przechowywać? Użyta chemia gwarantuje nutelli sklepowej przeżycie następnego stulecia.
Bo przecież nie sposób takiego rodzaju pożywienia zużyć szybko.
Chyba że do ciasta

42

0

Stoję przed lustrem, moje odbicie z początku realne zaczyna się powoli przekształcać. Twarz się wydłuża, potem rozszerza pod kątem, na skos. Oczy i brwi rozciągają się, usta robią się podobne do napompowanych czymś tam „kaczych dziobów”. Otwieram te usta w zdziwieniu, a w japie sterczą zęby jak u wampira. Jestem potworem.
Taki sen.
I to śni człowiek, który znalezionego za łóżkiem pająka zostawia w spokoju.
A niech tam sobie zimuje sierotka, póki go nie dorwie los w postaci odkurzacza.
Ten się oczywiście odwdzięczył i od dwóch dni swędzi i boli pogryziona przez łachudrę ręka.
Znaleziony pod poduszką wyleciał sprintem pod przeciwległą ścianę. Może złamał sobie nóżkę i tak szybko mi z powrotem nie przypełznie.
…..
Chyba przypełzł.
Odkryłam ugryzione miejsce na brodzie.
Nie czekał aż zrobię z nim to, co pomyślałam.
Zwiał.
***
Tymczasem na mieście większość społeczeństwa chadza w „dżdżownicach”. To takie kurtki pikowane w poprzek. Chyba po to żeby ujednolicić wygląd ulicy. Wszyscy wyglądają w nich jednakowo grubo. Dawniej fartuszki szkolne miały maskować różnice w statusie materialnym uczniów. Teraz kurtki maskują różne figury. To znaczy skutecznie maskują szczupłe.
A mnie zimno zaczęło dokuczać, bo się uparłam, że dżdżownicy nie kupię. W fartuszku chodziłam przez osiem długich lat, chyba wystarczy tej solidarności z narodem.
Wczoraj nabyłam wreszcie kurtkę pikowaną w pod kątem w dół. Nieźle, można w niej nawet udawać talię.
Co mi tam, będę udawać.
Niestety do wyboru był kolor ciemny granat i lekko błyszczący beż.
Niestety jedna i druga opcja była do przyjęcia.
Niestety, bo takie dylematy znacznie wydłużają proces kupowania. Byłaby jedna propozycja, byłby święty spokój.
A tak siada na ramieniu diabełek odpowiadający za próżność i ględzi w przymierzalni:
- ciemny postarza
- jasny pogrubia
- ciemny jest nudny
- jasny nie pasuje do włosów
- do granatowego nie mam butów
- ale do jasnego też nie mam
- do ciemnego mam szale
- ale do jasnego też mam
I przykładam do twarzy ozdobionej jarzeniowym światłem raz jedną, raz drugą i znowu…. Jakby był trzeci kolor czerwony, to bym wzięła, pasowałby do pokrowców w samochodzie. Mam czerwone z przekory, bo nikt czerwonych nie ma. Przynajmniej ja nie widziałam.
Jakby to był ostatni w życiu zakup kurtki. Jakbym w niej miała chodzić przez co najmniej dziesięć lat. Samochodu tak nie wybierałam jak ten łach.
Samochód wybrałam w pięć minut.
Jeździ, nie ma widocznej rdzy, ma wspomaganie, mieści się w garażu – koniec dylematu.
Ale samochodu do karnacji i koloru włosów nie dobierałam.
Wszystko przez tą próżność.

41

0

Wczoraj dołączyłam nieświadomie do grona ludzi z dystansem dotyczącym piłki nożnej.
Po prostu zapomniałam o meczu i poszłam na „Botoks”
Wbrew przeczytanym komentarzom na temat filmu nie zemdlałam, nie dostałam torsji z obrzydzenia, ani nie miałam ochoty wyjść przed końcem.
Co tak ludzi bulwersuje w tym obrazie?
Ja byk było napisane na początku, że film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach.
Z pewnością gazety te wydarzenia opisywały. Portale internetowe również.
Zemdlał ktoś nad lekturą?
To dopiero trzeba pokazać żeby uruchomić wrażliwość?
A żeby było ciekawiej za tą uruchomioną wrażliwość wini się twórców filmu, jakby była ona czymś złym.
Bo wszędzie, zawsze i o każdej porze myślimy o własnym komforcie. I że nie jest fajnie zobaczyć konający płód w szpitalnej nerce, jeśli do kina poszło się przed kolacją.
No nie jest.
Film oparty na faktach – to powinno bulwersować, a nie własny dyskomfort.
A bezradność rodzącej wobec personelu złożonego z obcych, obojętnych ludzi?
Kto tego nie zna?
Niech pozna na ekranie. Doświadczałyśmy przez lata, w czasach kiedy rodziny nie miały wstępu na odział położniczy. Sama mam w rodzinie osobę z traumą z tego powodu.
Chamski, podły, cyniczny szef?
Które środowisko zawodowe obrazi się i zaprzeczy? Które zarzuci kłamstwo?
Amoralność koncernów farmaceutycznych – zaskoczyła kogoś?
Doprowadziła do szoku?
A komentarzy mężczyzn na temat ciał ich partnerek nikt nigdy nie słyszał? Patryk Vega to wymyślił?
Naprawdę?
Że ładna cipka, albo brzydka i że on się brzydzi?
Ogólnie narządy rozrodcze nie są ładne u obu płci, żeby nie wiem jak je poprawiać chirurgicznie. Jako że podczas współżycia i tak ich nie widać, natura i ewolucja nie przewidziała, że ktoś będzie się ich wyglądem inspirował do czegokolwiek. Podejrzewam, że problem został wymyślony przez lobby chirurgii plastycznej.
Albo inaczej: nasze babki wiedziały co robią, gasząc w sypialniach w porę światło.
No i wreszcie, czy ktoś się czuje zszokowany pokazaniem jak kobiety z różnymi dramatami życiowymi i różnymi możliwościami radzą sobie z życiu?
Sympatyczniej by było, gdyby sobie nie radziły, tylko w biedzie czekały na nie wiem co – litość Pana Boga? Czy jakąś robotę na umowie śmieciowej za 900 na rękę?
Co tu jest takie szokujące?
Że „ryj” trzeba sobie zrobić botoksem, żeby dostać pracę i nie być lekceważonym?
Nie wiedziały Panie i Panowie tego?
Mdłości mógł co najwyżej wywołać napis na początku i jego weryfikacja z treścią:
FILM OPARTY NA PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH.
Bo dla widzów wszystkich części „Teksańskiej masakry piła mechaniczną” realistyczny obraz cesarskiego cięcia to chyba nic takiego strasznego. Zwłaszcza, że jest to zabieg ratujący życie, a nie odwrotnie jak w durnych horrorach.

Radzę nie czytać żadnych recenzji, iść i zobaczyć. Zabieg z przeplataniem scen humorystycznych z dramatycznymi sprawił, że film nie jest tak ciężki i przytłaczający jak by to wynikało z tematyki.
Jak w życiu: komedia i tragedia przeplatają się tworząc zgrany wbrew pozorom i na szczęście duet.

40

0

Wygląda na to, że trzeba już zacząć myśleć o przyszłorocznym urlopie. Nie ma przesady, dobre miejsca są bukowane prawie na rok z góry.
Jakby ktoś miał tak ogólnie dość, to proszę popatrzeć.
Mieszkać można tu:
dom
A chodzić tu:
g2
hdr
Widzicie tu „ zakopiańskie” tłumy?
g1
Były, trochę były, ale wraz ze zbliżającym się zakończeniem wakacji stopniały do osobnika, co już potomstwo wykształcił i w zasadzie się nie spieszy.
Osobnik spokojny, nie nawołuje na szlaku towarzyszy wędrówki, nie chichoce piskliwie podczas fotografowania SIĘ w „okolicznościach przyrody”. Można z takim wędrować.
Właśnie. Ludzie mają w górach widoki zapierające dech, a zdjęcia robią głównie sobie. Jest coś co pokona absolutnie wszystko: tak zwana miłość własna.
Zdjęcia właściwie podpowiadają fajne miejsca innym.
A ja. A my?
Tam gdzie faktycznie nie byliśmy – płasko. Niewątpliwie ładnie, ale płasko.
A jak tak dobrze czuję się w górach.

39

2

Ja wiem, kto wie i czemu się nie odzywa?
A nagroda była.
Oni biegną za NIM.
mały czerwony

Apokalipsa znów przesunięta. Kto się nie może doczekać zapraszam na Youtube. Wersji końców gatunku ludzkiego bez liku.
U Bakuły można poczytać jak jadało moje pokolenie.
Nie co, ale jak.
Też mi ściągano łokcie ze stołu i nie pozwalano ciamkać, paprać oraz kroić całego kotleta przed jedzeniem niczym pensjonariusz żłobka. Ze mną był ten kłopot, że akt spożywania posiłku celebrowałam do mniej więcej półtorej godziny.
Nie było na to sposobu. Jedzenie w buzi rosło jak manna w niebie. Do dziś nie jem wiele, na szczęście szybciej.
Rzadko bywam w restauracjach, nie widzę, czy rzeczywiście ludzie teraz brzydko jedzą.
Możliwe, skoro byle jak mówią to może i byle jak jedzą.
Widuję bary w galeriach handlowych, gdzie jedzenie zamiast na talerzach serwuje się na półmiskach, na jakich dawniej podawało się potrawy dla wszystkich biesiadników.
Wielkość porcji skutecznie mnie odstrasza więc jak już muszę, kupuję pasztecika w papierku i zjadam go idąc i mijając stoliki z konsumentami walczącymi z górami żarcia. Szybko i poniżej 5 złotych. Paszteciki szczecińskie bardzo lubię, miłość do wiórów skrobanych z wielkiego mięsnego wrzeciona jest dla mnie zagadką. Taki patriotyzm lokalny.
Picie napojów ze słoików ze słomką, również mnie nie powala.
Te słoiki to chyba taka „disainerska” moda nawiązująca trochę do trendów w meblarstwie na lata 60-te. Być może niesłusznie, ale takie podejrzewam skojarzenia u pomysłodawców.
Pomyłka. W latach mojego dzieciństwa z musztardówek piły wyłącznie środowiska bliskie melinom alkoholowym. Podobnie jak dziś.
Pamiętam pewne szklanki z cieniutkiego szkła, ozdobione wyciętymi w nim kwiatkami niczym w krysztale. Piękne były i służyły do herbaty. Spodeczki robiono z tak cienkiego szkła jak szklanki.
W sklepach można było kupić całe serwisy do kawy, a i tak kawę piło się w szklankach.
Pewnie dlatego, że fusy nie mieściły się w filiżankach, a parzenie w dzbankach można było zobaczyć tylko na filmach.
Teraz kubków w bród, kawę pije się w nich całkiem sympatycznie, a dzbanki nadal w niełasce z racji istnienia domowych ekspresów.
Babcia Wnukom patrząc w sklepach na szkło użytkowe nie może się nadziwić, że teraz tak dużo naczyń jest zrobionych ze szkła słoikowego, a to takie ordynarne przecież.
No pewnie jak się miało szklanki w wycinane kwiatuszki, to się potem dziwuje, że niby wszystko miało być lepsze, a gorsze jest.
Gorsze, czy tylko inne?

38

1

Szósty rok osobisty (znajdują się w nim Czwórki, czyli ja) ponoć właśnie się zaczyna.

Czytam właśnie, że
„Praca zejdzie na dalszy plan i pozwoli wam znaleźć czas na realizację innym planów i pomysłów na życie. Uda wam się w końcu przeczytać zaległe książki, obejrzeć ulubione filmy i seriale, chodzić na koncerty i do teatru”.

Taki sympatyczny rok mi się szykuje, a tu jutrzejszy koniec świata pakuje się w paradę.
Że książki zaległe przeczytam, do teatru pójdę…
W związku z tym, zamówiłam w Legolasie parę pozycji, w tym jeden album do oglądania. Obejrzeć zdążę może jeszcze przed końcem świata. Przeczytać już może nie.
Więc zanim zamknę na wieki, napasę oczy obrazem zupełnie innego świata.
Innego niż nasz i innego niż oglądałam w Sanoku, w zamku na wystawie twórczości Beksińskiego.
Chwilę przed kataklizmem ostatecznym – Beksiński?
Nie kopie się leżącego….chociaż, ten chichot? Może być zaraźliwy.
DSC07373pm
DSC07374pm
Kto wie za czym oni tak biegną?

37

0

„(…)Hej, przed sześciuset laty w dobrym mieście Opolu Kneź Bolko Zezowaty zebrał
ludność na polu i oznajmił po pańsku, Że urządza festiwal(…)”

Urlop minął jak pocisk, tydzień zwolnienia jak drugi wystrzał, a tu Opole w telewizji. Jesienne i nudne. W listopadzie by pasowało

Jubileuszowy koncert Maryli Rodowicz przesączył mi się z telewizora, właściwie z powodu ciekawości któż tam będzie w kontekście zaistniałej sytuacji.
Smutne to było przedstawienie. Jubilatka jak by nie było jest ważną personą w świecie muzyki rozrywkowej od wielu lat, a na jej jubileuszu nie pojawił się nikt z jej pokolenia. Nikt kto z nią pracował, bawił się… i konkurował o laury i sławę. Wolałabym nie mieć jubileuszu wcale niż taki.
Cóż widocznie musiał się odbyć „dla chleba”.
Pamiętam jak się kiedyś na to Opole czekało. Piękna pogoda, stopnie wystawione, albo świadectwa już schowane w domowych archiwach. Beztroska w sercu, letnia sukienka na grzbiecie, a w telewizji taka frajda… i w dodatku można było z tej okazji późno pójść spać.
Nieodżałowany Andrzej Waligórski jak wieszcz przewidział w którą to w końcu pójdzie stronę.

https://www.youtube.com/watch?v=7f0jlKqd0qM

36

0

Nie mogę patrzeć na serial „Przystanek Bieszczady”, bo od razu odechciewa mi się tam jechać.
Tak na mnie ten serial działa, pewnie odwrotnie do zamierzeń twórców.
Nie patrzę więc i za chwilę jadę, bo po pierwsze było postanowione rok temu.
Po drugie wkurzają mnie ludzie niedotrzymujący słowa, lenie, którym się nie chce zrobić tego, co powinni.
Czyli ludzie ogólnie.
Bo znajdźcie mi człowieka, który wypełni obowiązek jak zapowiedział, jeśli zapowiedział go kobiecie, która nie rzuca kurwami, chujami i nie pierdoli wszystkiego co chwilę.
Jeśli tylko się da, nie dotrzymuje się takiej słowa.
Bo można.
Więc, żeby nie nakręcać się dalej, trzeba wyjechać w Bieszczady, żeby odnowić swoje zdolności do tolerancji.

A z tych męskich spraw to chyba niedźwiedzie.
Póki co mam słabe rozeznanie czym jest męskość.
Boję się hipotetycznego niedźwiedzia. Babcia Wnukom kazała kupić gwizdek, żeby w razie czego odstraszać hałasem.
Kupię.
I pałę na cymbała, który oświadczenie o tym, że mi pogiął drzwi samochodu pisze trzeci tydzień, a jest ojcem sąsiadki, więc kontakt ma łatwy.

35

0

Było minęło.
DSC07182m2
Babcia Wnukom na dalszych badaniach zwiedza placówkę szpitalną w Zdunowie, nie machała więc w tym roku na pożegnanie żaglowcom.
Drogi znów przejezdne, a Wały Chrobrego czekają na mistrzów fajerwerków. Ja też czekam, bo bardzo lubię te dziecinne chwile zachwytu nad czymś pięknym przez moment.
Tłumy na finałach regat falowały z komórkami, aparatami, smartfonami podziwiając piękne jednostki i robiąc mnóstwo zdjęć głównie sobie.
Zlot najpiękniejszych żaglowców i mięsa.
Jak zwykle chodziłam głodna, bo na licznych kramach z jedzeniem skwierczały różne smakowicie wyglądające kawałki zanurzone do połowy w tłuszczu. Wątroba mi się cofnęła pod sam kręgosłup.
Trafiłam na stoisko chwalące się z daleka, że promuje rybactwo, ale tam ulotki tylko świadczyły o intencjach.
Żadnych ryb wędzonych ani smażonych. Z punktu widzenia ryb, to oczywiście dobrze.
W końcu zjadłam dwa sznurki obwarzanków, takich jak z prawdziwego odpustu.
Wesołe miasteczko się rozrasta, co impreza to więcej różności dla dzieciaków i młodzieży.
Ech, gdyby tak mieć 15 lat, to by człowiek się cieszył z tego gwaru, huku i pojazdów wprawiających błędnik w obłęd.
A tak, co?
Cieszę się, że inni mają tyle atrakcji dookoła i żeby im tylko na to starczyło forsy i siły.
Na ulubieńca Kruzensterna dostać się było jak zwykle nie sposób, chyba, że ktoś ma cierpliwość stania w ogromnych kolejkach. Ja nie mam.
Zdjęcie kolosa w całej okazałości byłoby najlepsze z drona. U mnie tylko tak się udało:
DSC07254m2
Był Sydov, byli inni, ale Kruzenstrna ludzie znajdą nawet postawionego w najdalszym kącie nabrzeża.
Ale cóż, my zwykli zjadacze chleba, stąpający po lądzie też możemy popływać.
Czym?
Na przykład tym:
DSC07247m2
A na wieczór po cichutku, wstydliwie na koncert przybyła WŁADZA. Władza była zaproszona, ale bała się zasiąść normalnie tam gdzie miała zarezerwowane miejsca, więc oglądała koncert z pokładu Daru Młodzieży.
Władza chyba bała się na zapas, po pierwsze jest za mała, żeby ją było od razu widać, a po drugie, kto by tam patrzył na władzę, skoro były ładniejsze i ciekawsze rzeczy do oglądania:
DSC07240m2
DSC07206m2
DSC07214m2

34

0

Irytują mnie t-shirty z powstańczymi symbolami. Skoro to taka świętość, czemu często szargana na piwnych brzuchalach typów spod ciemniej gwiazdy?
Tylko patrzeć jak na kokpitach samochodów zacznie się kołysać plastikowe P na sprężynce.
Powstańców coraz mniej, wrzasku coraz więcej.
Jak zamknie oczy ostatni, będzie wreszcie można mówić na temat powstania co się komu podoba.
A rząd angielski na następne 30 lat przedłużył utajnienie dokumentów dotyczących decyzji politycznych z 1944.
Czego się tak w nich boją?
Wstydzą?
Moje pokolenie już się tego nie dowie.
Dowiedzą się dopiero ci, których to mało będzie interesować.
Jest podpis na poniższym rysunku, więc odważam się zamieścić.
Trafne:
44

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 tommek