narzeczona-lukego2

Mamuś, a chciałabyś być narzeczoną Lukego?

30

1

Cóż powiedzieć.
Mówią, że za tęczowym mostem jest kraina bez cierpienia.

Dziękujemy przyjaciółko za 16 lat razem.

sm2

29

1

Dwa dni temu:
- Aaaaa tam, wielkie mi co…Trump przyjechał dzień wcześniej, żeby się wyspać, odpocząć, przyzwyczaić do zmiany czasu, zrobić kupę i odzyskać formę przed dalszymi spotkaniami – powiedział i nonszalancko przełączył kanał telewizyjny na najbliższy muzyczny.

28

0

Czytam o właściwościach zdrowotnych oleju lnianego, które podobno są zachowane pod warunkiem, że nie kupisz go ze sklepowej lub aptecznej półki.
Skąd w takim razie?
Kupujemy nasiona, hodujemy na balkonie i tłoczymy na kuchennym blacie?
Irytujące są niektóre mądrości ludowe. Naprawdę.
A za chwilę rzuca mi się w oczy migający napis:
Czy bóg jest zdrowy?
Ta…. Ale, że jak? Psychicznie?
A nie…
…to było czy bób jest zdrowy?
No nie wiem.
Ja nawet nie znam smaku bobu, tak się go boję.
Wielkość jego ziaren sugeruje gigantyczną fermentację z konsekwencjami i wypad w kosmos siłą odrzutu.

27

0

Wsiąkłam wczoraj na cały wieczór, do późnej nocy w powtórkę „Ostatniego cesarza”
Oglądałam lata temu, chyba z mniejszym rozumieniem, a większą fascynacją obrazem, bo nie zapamiętałam sceny nocy poślubnej, kiedy to nowo poślubiona cesarzowa widząc namalowane na twarzy cesarza wątpliwości mówi:
- Cóż, też nie uważasz za właściwe czynić deszcz i wiatr z obcą osobą?
….
A w chwilę potem była reklama środka na potencję, po zażyciu którego mężczyzna nie wymięka przez 5 godzin.

Deszcz i wiatr przez pięć godzin.
Grozi klęską żywiołową i leczeniem ran.

26

2

Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni… ale zanim zabrzmiał ostatni dzwonek szkolny, oczom moim ukazała się taka internetowa reklama:

mały

Niżej faktycznie był artykuł o letnich obozach dla dzieci, a ilustracja obiecuje wiele przygód.
Ech… szkoda, że już człowiek taki dorosły

25

0

Po trzech „strasznych” tygodniach podróżowania tramwajem, autobusem oraz pożyczonym ryczącym jak potępieniec Tico dymiącym zarówno z rewersu, jak i z awersu, odzyskałam swoje zgrabne, wygodne, wyrabiające bicepsy z braku wspomagania autko.
Tak zwany immobiliser* zabezpieczył je przed jak najbardziej powołanym uruchomieniem.
Jak się okazało na trzy tygodnie.
Kto niepowołany chciałby uruchamiać siedemnastoletniego Matiza?
No chyba że chciałby się zamienić na dziesięcioletnią Toyotę Yaris lub na przykład Hyundaya I20?
Wtedy niech uruchamia.

*Immobiliser (ang.) – stosowane w pojazdach mechanicznych elektroniczne zabezpieczenie przed niepowołanym uruchomieniem pojazdu.

Przy tej okazji wyszło na jaw, że nie zważając na nic robimy tak:
Zepsuty samochód dostarczamy do serwisu, mechanika nieznanego lub znanego na przykład Pana Kazia, wręczmy kluczyki i…. czekamy na telefon.
Nie bierzemy żadnego pokwitowania, na którym by była data dostarczenia samochodu.
Efekt jest taki, że nawet jakby nam przyszło do głowy po tych tygodniach czekania interweniować wymyśloną przez prawnika oficjalną drogą, to możemy się cmoknąć w pompę.
Nie mamy żadnego dowodu na nic.
A jak będziemy podskakiwać, to zejdzie następne trzy tygodnie.

Kto widział poświadczenie oddania samochodu do naprawy?
Kto dostał kiedykolwiek rachunek będący podstawą roszczeń gwarancyjnych na wykonaną usługę?

Płacę, biorę kluczyki i wycofuję się tyłem z szacunkiem z wdzięcznością, że już…..

Ot, wyziera zza pleców nasze uzależnienie od komfortu, bo autobusy i tramwaje jednak śmierdzą. Mimo chrześcijańskiego umiłowania ludzkości, śmierdzą.

24

0

Zmuszona awarią samochodu do podróżowania szybkim tramwajem znów widzę więcej.
Więcej niż w trzech lusterkach samochodowych.
Na przykład rozbawił mnie dzisiaj widok chłopaka w fajnych trampkach.
Trampki mnie rozbawiły, nie chłopak.
Były wiązane jak to trampki, a z boku miały zamek, żeby nie trudzić się wiązaniem w pozycji pochylonej.
Fajne.
No wiem, że dawno takie są, ale męskie widziałam po raz pierwszy.
Wszystko co można wynaleźć, zostało już wynalezione – powiedział Charles Duell (szef amerykańskiego urzędu patentowego, 1899 rok).
A tu proszę, skłonność człowieka do ułatwiania sobie życia nie skończy się do zgaszenia (pilotem) światła przez ostatniego na ziemi.
Albo chłopak (w innych butach) tańczący po całym peronie ze słuchawkami na uszach i daleko poza naszą galaktykę wybiegającym spojrzeniem.
Peron nowy, równy, w sam raz do do tańca.
Drugi raz już widzę takiego tramwajowego tancerza, widocznie jest jakaś sprzyjająca aura w przystankach.
I ludzie jacyś życzliwi – nikt nie miał mu za złe.
Od razu widać, że piątek i że słońce wyszło.

A jak ktoś w pokoju o powierzchni 12 metrów kwadratowych montuje wszystkie światła wyłączane pilotem to myśli o przyszłym wózku inwalidzkim, czy o czymś innym?
Pewnie mi się to spodoba jak trampki ze sznurówkami na zamek.
Ale co, pośmiać się nie można?

23

1

Babcia Wnukom na badaniach w szpitalu już po pierwszym dniu pobytu skazała rząd na powiązanie w pęczki i karę chłosty. Po kilku w pęczku (chyba żeby było szybciej). Za to, że tyle lat po wojnie i takie dziadostwo w służbie zdrowia. Człowiek czuje się jakby wkroczył w rzeczywistość z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku pomimo stojących w gabinetach zabiegowych nowoczesnych urządzeń.
Po niedawnej ulewie woda z przeciekającego dachu zalała tomograf i badania czasowo odwołano.
Bęcki na gołe tyłki za niedopilnowanie drogiego sprzętu zabrzmiał wyrok Babci Wnukom.
Oni nie wiedzą kogo tam trzymają….
- Jak się ma już w tym dziadostwie taki sprzęt, to się go szanuje – wygłasza z łóżka niczym z ambony oczywiste racje.
Na wczorajszy obiad ciężko chorzy na oddziale onkologicznym dostali słony jak sam Bałtyk pulpet i łychę wściekle kwaśnej kiszonej kapusty. Niepokrojonej, niedoprawionej niczym.
To już nie jest kwestia kosztów, tylko dobrej woli. Empatii wobec ciężko chorych ludzi wymagających właściwej diety.
Przepłukać kapustę, pokroić, dodać marchewki i trochę oleju to chyba nie są wielkie koszty, tylko trochę starania o pacjentów?
Nie chce się ludziom pracować – w pęczki i pod pręgierz.
Z tego wszystkiego wynika, że skoro Babcia Wnukom planuje egzekucje, to może z tym zdrowiem nie będzie tak dramatycznie, jak mówią wyniki?

- Lepiej szybko umrzeć i ….uj – podsumował po wyjściu z sal szpitalnych „Arkońskiej” Towarzysz Życiowy (choć bezpartyjny).

23

0

Piosenka na 4 czerwca mówi wszystko:

22

0

Tekst oraz ilustracja zamieszczona pod wpływem słyszanych dyskusji na politycznych kanałach tv.
hier
Może kiedyś w spokojniejszych czasach, jeśli Bóg łaskawie talentem obdarzy, namaluję taki obraz, gdzie na maszcie pod królewską banderą gęś zawiśnie, symbol w sam raz pasujący do marzeń tłoczących się w łajbie obieżyświatów od siedmiu boleści. A w łupinie pijani głupcy wszystkich profesji będą perorować o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą albo odwrotnie, bez znaczenia bo i tak jeden racji drugiego nie słucha, każdy tylko chce własne wygłosić, bo na każdy temat wie wszystko, w każdej materii mędrcem jest najtęższym, jak to zwykle głupcy miewają.
(….)
Ich łajba to raczej drewniana balia, kolebiąca się niczym wydmuszka jajka. Niemal tonie, pełna pasażerów, wrzaskliwiej gawiedzi. Suchy jak wiór mnich o łysej czaszce gębę rozdziawia wespół z zakonnicą brzęczącą na mandolinie fałszywą melodię. O co ten spór zajadły? O placek dyndający im przed nosem niczym ochłap w jarmarcznej zabawie. Zakrzywione paznokcie wbijają się w stół, ale do placka ciągną inne gębiska czerwone z napięcia, winem malowane. Bezładnie machają warząchwią zamiast wiosłem, aby nadać jakiś kierunek skorupie, a ona tylko kołysze się i w kółko obraca. Ot i cała ich nawigacja. Zamiast żagla wstęga księżycowa się wije. Goły mięśniak zasadza się na gęś wetkniętą w maszt, ranią go drapiące ciernie, ale ślinotok bez reszty omamił osiłka. Obok błazenogarbny potworek o pajęczych kończynach spija swoje pięć minut zadowolenia, przysiadł niczym komar przysysający się do ofiary, chłepcze bezgłośnie, a czas upływa.
(…)
Sztandarem im są dzbanki na kijach zatknięte, a w bocianim gnieździe żadne tam niewinne pacholę, ale sowa o trupich oczach wyziera, okolice lustrując i choć w tle rozpościera się kraina, to oni otępiali w swych niskich potrzebach, w kałuży życia są zamknięci.
W poszukiwaniu krainy pieczonych gołąbków, zapominają , że największy niedostatek to nie brak majątku czy nawet pomyślności, lecz brak rozumu, drętwota umysłu, jak nauczał św. Augustyn to największe z nieszczęść.

Cytat pochodzi z:
Łukasz Gołębiewski
„Widzenia Mistrza Hieronima”

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 tommek