narzeczona-lukego2

Mamuś, a chciałabyś być narzeczoną Lukego?

55

0

Dzień przed Wigilią stoję po makowca w kolejce pamiętającej lata osiemdziesiąte i wspominam: co też się wtedy robiło w kolejkach.
Przeważnie nawiązywało się kontakty towarzyskie dzieląc się informacjami gdzie i co „rzucili”. Czytało się prasę albo książki (kto był przewidujący miał książkę w torbie). Pilnowało się dzieci, żeby nie wyszły na ulicę. A dziś?
Dziś osiemdziesiąt procent kolejkowiczów stoi z nosem w telefonach.
Co oni w tych telefonach robią?
Wyciągnęłam swój i ja.
No i patrzę. Sieci w placówce Asproda nie ma.
To co tu czytać?
Maile otrzymane znam, pisać cokolwiek nie mam do kogo ani po co.
Nie mam żadnych gierek.
Nie mam żadnych audiobooków.
Nie przygotowałam się należycie, to teraz stoję i z nudów obserwuję ile ludzie kupują chleba na święta i w jakich gustują ciastach.

54

0

płaczący balwan mały
Czemu ten bałwan płacze? Naprawdę nie pamiętam. Ale tak go widziałam w artystycznej wypowiedzi.
Płaczącym bałwanom, bałwanicom i bałwaniątkom życzę udanych prezentów pod choinką na otarcie łez.
A ci którzy chcą mieć święta wesołe, niech pękają za stołami ze śmiechu zamiast z przejedzenia.
Ci, którzy wolą święta spokojne, niech im nikt fotela ulubionego nie zajmie,
a ci którzy stawiają na zdrowe niech świętują bez konserwantów i wzmacniaczy smaku.
Zdrowych, wesołych, spokojnych.

53

0

Nie wiem gdzie się wyprowadzić. Będę dumać w styczniu. Tymczasem w dzisiejszej prasie.
Z racji najbliższych zajęć najpierw otworzyłam link
Jak moczyć śledzie
Śledzie z beczki moczymy ok. godziny, następnie wymieniamy wodę i moczymy kolejną godzinę. Śledzie matiasy sprzedawane w oleju możemy moczyć w wodzie krócej, bo nawet 10-15 minut. Jeśli natomiast chcemy uzyskać delikatniejszy smak, najlepiej jest moczyć śledzie w mleku.
A potem zaintrygował mnie tytuł
Jak pieścić żeby piszczała.
Przyznam, że pod deparawacyjnym wpływem Barbarelli. Faktycznie Barbarella ma rację. Najlepiej kupić gumowego kurczaka, a partnerce dać święty spokój i nie wpychać jej języka do ucha czy gardła. bo będzie piszczeć, ale ze złości.
Do kurczaka dorzucam propozycję gumowej żółtej kaczuszki.

52

0

dzieciątko
W Carfourze można sobie kupić dzieciątko. Potwierdziłby się bajer sprzedawany niegdyś dzieciom, że są kupowane. Sama to słyszałam parę razy. Oczywiście nie od mamy, tylko od pewnej sąsiadki.
Się kupuje – to można by odsprzedać. Jak niegrzeczne na przykład.
Wracając do tematu:
dzieciątko jest w jednym opakowaniu z siankiem, co sugeruje że jest to dzieciątko Jezus.
Wszystkie Jezuski mają potłuczone główki. Żadnych szans na przeżycie trzydziestu trzech lat. Jak obsługa Carfoura czegoś z tym nie zrobi Wielkanocy nie będzie.
PS. To co widać na pierwszym planie to kolanka, nie biust.

51

1

Prawie nieprzespana wczorajsza noc. Żeby to mózg chciał tak intensywnie nadawać w ciągu dnia, jak nadaje nieproszony w nocy. Czegóż to sobie człowiek nie naopowiada, nawypomina sobie i innym, nawymyśla co by mógłby gdyby mógłby, a co nie mógłby bo nie może.
A rano w codziennym korku ma przed sobą zawieszonego na niebie pięknego, wielkiego winowajcę
mały

Jak tam adwent?
Lampeczki na balkonach wiszą, żaróweczki na ogródkowych choinkach także? Bo to teraz, od 3 grudnia nie przed samymi świętami.
Radosne oczekiwanie na Boże Narodzenie, czy wręcz przeciwnie?
Że znowu to samo: to samo jeść, to samo gotować, to samo kupować jak co roku? Że nawet wiadomo co kto powie przy stole. Te same wspomnienia co roku obrabiane po raz enty, bo przecież wspomnienia mają to do siebie, że się nie zmieniają. I wszyscy udają, że słyszą je po raz pierwszy.
Mamy taką osobę w rodzinie, która od trzydziestu lat zapowiada, żeby jej NIC nie kupować, bo ona nic nie kupuje nikomu, bo nie ma siły, ochoty, pomysłów. Teraz wierzę i rozumiem, ale lata temu…. Cóż taki styl. Oczywiście nikt nie bierze tego serio.
Taka właśnie jest tradycja: niezmienna.
Jedno co cieszy, to to, że co roku wraca kolejny kawałek rozumu i pamiętając o potrawach, które notorycznie nie znikają ze stołu żegnam wszelkie śledzie w occie, drożdżowe ciasta, smażone karpie, cytrusy, które tylko leżały na paterach, soki w kartonach porzucone w piwnicy.
Radosne oczekiwanie to było jak się było dzieckiem. Teraz mamy nawet lepiej: radujemy się dwa razy: że święta będą ale też że się skończą.
Nadzieja w dzieciach, one zawsze na szczęście dostarczają nowych wrażeń.

50

0

Jakbym była teraz młoda i świadoma czego chcę, to chciałabym zajmować się animacjami dzieł sztuki zawodowo. To byłaby frajda.
Historia sztuki dla przyjemności i programowanie dla chleba. Te dwie rzeczy razem, to byłoby TO.

Jak byłam faktycznie młoda nie wiedziałam czego chcę ani do czego się nadaję. Nie umiałam się ze sobą zaprzyjaźnić ani porozmawiać konstruktywnie ani ochrzanić ani pochwalić. Zero sympatii dla samej siebie.
Teraz już mogę się ze sobą porozumieć, ale jeszcze parę lat i będą to rozmowy typu:
- Nie karm babcia gołębi chlebem, bo to im szkodzi. Kup kaszę jak już tak musisz się spełniać w karmieniu.
Żeby to można było zostawić sobie list do przyszłej siebie….
Co byście sobie napisali?

49

0

A dzisiaj dla odmiany do posłuchania melodia z dupy:

Ciekawe jaką minę miałby czcigodny Hieronim widząc swoje dzieło muzyczne na youtubie potraktowane z najwyższą powagą. Bo coś mi się zdaje, że to niezły jajcarz był. Po prostu.
Wyjdźmy mu więc naprzeciw i zabawmy się zamiast dociekać ponurych znaczeń mrocznej symboliki. Na przykład tak:

Jazda, co?

48

1

Piernik świąteczny dojrzewa. Powoli pakuję co tam wymyśliłam. Tak się złożyło, że „czytaci” dostaną książki, a „nieczytaci” rózgę. Książki łatwo zapakować, rózeg nie trzeba pakować wcale. Kierowcy dostaną pewien gadżet do samochodu. Też łatwy do pakowania, bo w pudełku. A że „nieczytaci” to przeważnie kierowcy, więc raczej uda im się przypadkiem tych rózeg uniknąć.
Ten akurat pojawił się wczoraj w rodzinie ani na razie „czytaty” ani kierowca.
mik
To co mu?
Na razie nie wygląda na takiego, co by dał się prezentami obłaskawić.
Pewnie prześpi rozdawanie prezentów, mimo, że Mikołaj. I dobrze, jeszcze się w życiu nalata przy rozdawaniu przez najbliższe kilka lat.
Narzeczona znalazła swoje autoportrety. Tak się widziała w swoim fajnym zresztą czasie.
autoportret
autoportret2
Wizerunek jest mniej więcej zgodny z opowieściami. Były warkoczyki, wstążki i grzywka.
W towarzystwie psa na jednym, i nie wiadomo kogo na drugim.
Może Babcia Wnukom będzie pamiętała kto towarzyszy portrecistce.

48

1

W dzieciństwie często rozlewałam herbatę na świeżym obrusie w sobotni wieczór przy wspólnej kolacji z rodzicami.
Bardzo starałam się nie rozlać. Pewnie dlatego. Sumienie gryzie-pranie nie było kiedyś tak łatwe jak dziś.
A teraz? Teraz wcale się o to nie staram, a jednak
Zawsze w korku wybiorę ten pas, którym poruszam się wolniej.
Zawsze, stanę do tej kasy, w której za chwilę stworzy się z jakiegoś powodu zastój.
Zawsze otwieram pudełko z lekarstwami od tej strony, gdzie jest ulotka.
Zawsze o atrakcyjnym spektaklu lub koncercie przeczytam, dzień po nim.
Zawsze największą ochotę na jabłka mam na wiosnę, kiedy już mają mało wartości.
Zawsze wady nowych butów dostrzegam dopiero w domu.
Zawsze najfajniejsze ciuchy widzę na ludziach, a nie w sklepach na wieszakach.
Zawsze palnę coś, co niepotrzebnie nakręci Babcię Wnukom.

Babcia Wnukom jak tylko usłyszy, że ktoś jada owsiankę grzmi głosem poważnym jakby to było śmiertelne ryzyko:
- Ale przecież lekarze ciągle mówią, żeby do owsianki KONIECZNIE zjeść ser biały, bo inaczej dostanie się osteoporozy, bo owies niszczy wapń jak kawa magnez.
Nie wiem czy to prawda. Pewnie tak, skoro lekarze w telewizji śniadaniowej tak twierdzą.
Apel do narodu:
jedzcie ludzie biały ser do owsianki.
Bo Babcia Wnukom się martwi.
Że ludzie na starość będą łamać kończyny i chodzić o kulach z powodu mody na owsiankę.
Ja jem dużo sera, ale bez owsianki, bo owsiankę trzeba ugotować a ser tylko kupić.
Nie wiem co mi grozi.
Może piekło za lenistwo.
Albo brzydka cera, bo to się podobno robi od nadmiaru nabiału.

47

2

Nie unikaj nieżyjących już przyjaciół
zaklętych w książki i listy
to szczątki zapomnianej mowy czasu
którą odkrywasz na nowo
Julia Hartwig

Po nas zostaną raczej tylko zdjęcia. I to nie wiadomo jak długo, bo nośniki informacji zmieniają się i przestają być kompatybilne. Dziesiątki zdjęć, filmów i filmików rozsianych po dyskach, youtubach, Facebookach. Słów jak na lekarstwo. No bo co? Smsy? Emotikonki, śmieszne, żółte pyszczki, albo serduszka czerwone na znak, że… Chyba, że ktoś się o słowa postara, jak ja drukująca bloga, po to by wnuczki czy prawnuczki miały jakiś tekst pisany przez przodków.
Właśnie: drukująca. Będą miały kartki drukowane przez Brother 8880 o kształcie widzianym gdzieś może w muzeum informatyki.
Własną ręką piszę jeszcze co najwyżej listę zakupów.
A Ich mam. Mam ślad babci ręki zatrzymany na papierze. List pisany ołówkiem, drugi piórem. A może stalówką i obsadką? Kto wie co to stalówka? Kiedyś z nostalgią patrzyłyśmy z mamą na kartki na słoikach pisanych przez babcię: marmolada i rok. A tu taka gratka się odnalazła: całe dwa listy.
I wiem, że moje wnuczki czy prawnuczki nie będą się wzruszały na widok jakiegokolwiek wydruku. Niestety, tylko własna ręka okrasza tekst wartością dodaną, tą która powoduje wzruszenie po latach.
list babci1 strona 1-4mm
Tak się kiedyś pisało do mężów…
Mam też odbicie dziadka działalności utrwalone jego ręką na rachunkach, rozliczeniach z urzędami skarbowymi lat trzydziestych, pięćdziesiątych, z okupacją po drodze włącznie.
Mam dziadka podanie o przyjęcie do pracy, kiedy kolejne domiary do podatku zniszczyły bezpowrotnie jego sklep, którego okupant hitlerowski nie wykończył. Dopiero władza ludowa.
Widzę tą scenę. Jak siedzi w kuchni przy stole i wspomnianą stalówkę macza w kałamarzu.
No i tak: prawie cały dzień w starych dokumentach, papierach, listach, gazetach, broszurach.
Jednak chwała Cioci, że niczego nie wyrzucała.
Zafundowała potomnym podróż w świat, tak bardzo różny od obecnie przeżywanego.
kenkartam
Dziadka Kenkarta z 1943 i babci listy pełne tęsknoty i troski o najbliższych to dopiero początek.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2018 tommek