Dostałam pismo od firmy windykacyjnej, jakobym była winna na rzecz spółki ubezpieczeniowej Warta pewną sumę, którą to sumę Warta chce odzyskać za jej pośrednictwem.
W pierwszym odruchu nie odnalazłam w zakamarkach pamięci ubezpieczania w Warcie czegokolwiek.
W drugim przypomniałam sobie, że człowiek, który sprzedał mi samochód miał polisę z Warty.
Może on nie zapłacił jakiejś składki?
Tak pomyślawszy odkopałam stosowne dokumenty i poprosiłam Wartę o wyjaśnienie, z uwzględnieniem przyczyny komunikowania się ze mną przez firmę windykacyjną zamiast normalnego pisma z żądaniem zapłaty.
Tymi słowy zwróciłam się do Warty:
Chciałabym wyjaśnić sprawę przekazania podobno mojego zadłużenia z
tytułu składki dotyczącej polisy nr 900612694047.
Samochód nabyłam w dniu 31.08.2009.
Polisę wypowiedziałam w dniu 17.09.2009 Na wypowiedzenie polisy jest
termin 30 dni od daty kupienia pojazdu. Termin ten został zachowany.
Moje wypowiedzenie zostało przyjęte w oddziale Warty bez komentarza ani
naliczania żadnych części składek.
Polisa poprzedniego właściciela była podzielona na 4 składki po 158 zł.
Pismo od firmy windykacyjnej wzywa mnie do zapłaty 55,16 zł (bez
odsetek) Chciałabym wiedzieć, skąd wzięła się ta suma.
Jeśli rzeczywiście taką sumę powinnam była zapłacić, dlaczego nikt mi
jej nie wyliczył, nie podał numeru konta, nie przysłał jakiegokolwiek
zawiadomienia o takiej płatności?
Czy powinnam była wyliczyć to sobie sama?
Jeśli kiedykolwiek wysłano do mnie pismo zawiadamiające o wyliczonej
do zapłaty, na jakiejś podstawie sumie 55,16 zł, a nie dotarło ono do
mnie, proszę o informację.
Trochę czytania, ale rzecz jest pouczająca i może spotkać także kogoś z czytelników, ponieważ Warta odpisała, że:
dochodzimy Pani składki należnej za okres 30 dni po złożonym
wypowiedzeniu zgodnie z USTAWĄ z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach
obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze
Ubezpieczycieli Komunikacyjnych
Art. 31. 1. W razie zbycia pojazdu
mechanicznego, którego posiadacz zawarł umowę ubezpieczenia OC
posiadaczy pojazdów mechanicznych, na nabywcę pojazdu przechodzą prawa i
obowiązki zbywcy wynikające z tej umowy. Umowa ubezpieczenia ulega
rozwiązaniu z upływem okresu, na który została zawarta, chyba że nabywca
wypowie ją przed upływem 30 dni od dnia nabycia pojazdu mechanicznego. W
przypadku wypowiedzenia umowy, rozwiązuje się ona z upływem 30 dni
następujących po dniu nabycia pojazdu mechanicznego. Przepisy art. 28
stosuje się odpowiednio.
Mówiąc po ludzku, jeśli wypowiedziałam umowę, to obowiązuje mnie 30 dniowy okres wypowiedzenia i za ten okres jeszcze musze zapłacić składkę.
W tym czasie już miałam ubezpieczenie w innej firmie, więc przez te sporne 30 dni miałam podwójnie ubezpieczony samochód. Ciekawe czy odszkodowanie również było by z dwóch firm, gdyby była potrzeba z niego skorzystać?
Skończyło się tak, że pieniądze się Warcie należą i zostaną zapłacone, ale piszę to wszystko po to, żeby ostrzec potencjalnych klientów.
Nie ubezpieczajcie się w Warcie.
To firma, która nie wylicza składek klientom, nie przysyła wezwań do zapłaty ani numeru konta, dosłownie niczego, co by sugerowało należność.
Natomiast przekazuje sprawę do firmy windykacyjnej, naliczającej sobie odsetki, by ukryć swoje bałaganiarstwo.
Zakamuflowany w przejściu podziemnym sklep ze strojami kąpielowymi nie potrzebuje reklamy, jak twierdzi pracująca w nim dziewczyna.
Strojów kąpielowych w różnych rozmiarach JUŻ nie ma.
To znaczy, że dla tego sklepu skończył się właśnie sezon letni 2012. Premie rozdane, można jechać na szybkie wakacje, zanim dotrą szaliki i czapki.
A ja zastanawiałam się jeszcze dwa dni temu, czy kurtki zimowej nie wyciągnąć z czarnego wora na zwłoki, co to sobie wisi w piwnicznej szafie na posezonowe okrycia. Tymczasem w handlu właśnie skończyło się lato i JUŻ nie będzie strojów plażowych.
O, co k… chodzi z tym wyścigiem handlowym?
Miało być, że niby kto pierwszy rozpocznie sezon, tego cały zysk, a w rezultacie tak się porobiło, że wiosną nie można dostać letnich rzeczy.
Nie mogłaby na przykład taka firma od kostiumów przysłać już tych na lato 2013?
Wystąpię z tym postulatem za dwa tygodnie, kiedy to mam się zgłosić, bo ponoć jeden fason jeszcze ma być. Ponoć. Ale tylko jeden i niezbyt urodziwy.
Kiedy spytałam o kostium w moim rozmiarze, pani życzliwie odpowiedziała że nie ma, ale na NFZ robią, koleżanka zrobiła i wreszcie żyje jak człowiek, ale robią tylko jedną.
Na raz, znaczy się, bo potem zrobią drugą i dzięki temu skasują za tego samego pacjenta dwa razy.
W międzyczasie chodzi się lekko przekrzywionym w bok, bo ta większa ściąga na swoją stronę.
Na rower to trzeba by mieć chyba jakiś równoważący dyndający z jednej strony obciążnik, co nie?
Kobiety wiedzą o czym ten bełkot, panowie wątpię, ale nieważne. Przeciwną płeć należy przyjmować do wiadomości, a nie rozumieć.
I tak gawędząc o bolączkach i niedogodnościach budowy anatomicznej, bardzo miła sprzedawczyni sięgnęła na moment wzrokiem ku półce z ponuro wyglądającymi worami na obfite cielska, by zreflektować się czym prędzej:
- Nie, nie to nie dla pani, takie zabudowane ... to dla starszych pań.
- Och…, jasne, że nie dla mnie. W żadnym wypadku. Wyłącznie dla starszych pań.
PS. Kupiłam bardziej twarzowy niż zazwyczaj bywa czepek kąpielowy bez przymiarki.
Wygląda tak, tylko ten mój jasno niebieski:

Okazał się sporo za duży. Mogę go sprezentować komuś, kto ma dużą głowę i potrzebę zakładania czepków. Ja bez czepka źle się czuję w basenie. Zimno mi w mokrą głowę, leje mi się do uszu – dla mnie koszmar.
Nie mam pojęcia czemu, bo jak znam ludzi, to wszyscy raczej nienawidzili czepków, kiedy były obowiązkowe.
A może ktoś ma pomysł co z tym fantem zrobić?
Na kostium nie da się przerobić, mimo że duży, to jednak za mały.
.
Święto Niezapominajki. Jak je celebrować?
Na ulicznych straganach nie ma małych niebieskich bukiecików. Nawet nie wiem, czy stałyby długo w wazonie?
Może po prostu tylko o nich pamiętać, jak w dziecinnym wierszyku...
Moje niezapominajki przywędrowały skądś same, z daleka, bo nawet sąsiedzi ich nie mają.
Co roku jest ich wiecej, w dodatku grzecznie układają się samodzielnie w zorganizowaną rabatkę wzdłuż siatki.
Dziś bezsenna noc, co nie znaczy, że bez spania. Bez dziwnych snów, po których rano nie patrzy się w okno, żeby nie zapomnieć. I bez psa, który poszedł sobie do innego łóżka.
Nie obejrzałam horroru, przegadałam czas na niego przeznaczony na skypie o przyjemnych sprawach tego świata.
Nie ma co opowiadać. Można za to pokazać coś ładnego:

- Ja jestem najpiękniejsza księżniczka.
- Jesteś najpiękniejsza duża księżniczka, a Milenka jest najpiękniejsza mała księżniczka – rozsądził dyplomatycznie dziadek.
Wchodzę do wielkiego, ponurego budynku wraz z jakimiś nieznajomymi mi osobami (być może to wycieczka). W środku dziwny nastrój zagrożenia wynikający nie wiadomo z czego. Ot po prostu, niewidzialna mgła strachu, opadająca na ciało i umysł.
Zanoszę walizkę do pokoju i czym prędzej wychodzę na korytarz. Nie chcę być sama. Z każdej strony spodziewam się ciosu. Siekierą, nożem, maczetą. Boję się.
Nie mam pojęcia kto mi zagraża, ale prawie czuję słodki zapach krwi.
Przez okno na korytarzu widzę podwórko – studnię, jakie występują w kamienicach secesyjnych. Koło stojącego na nim samochodu, nagle upada na ziemię dziewczyna. Leży bezwładnie, gdy podbiega do niej mój J., wrzuca ją do auta i z piskiem opon szybko wyjeżdża przez bramę na zewnątrz. Myślę, czy zdążą do szpitala i czuję jeszcze większy strach.
Jestem teraz zupełnie sama, boję się obejrzeć za siebie. Cios, którego się spodziewam nie spada na plecy.
Na plecy włazi mi pies, śpiący w łóżku. Do budzika jeszcze pół godziny.
No i o co chodzi?
W ciągu kilku ostatnich dni obejrzałam „Różę”, „Wymyk” i „Lęk wysokości”.
Czyżby to ostatnie polskie pozycje filmowe pokonały tak zdystansowanego do produkcji szklanego ekranu człowieka, jak ja?
W kolejce czeka jeszcze film, który Barbarella oglądała zza kanapy, ale nie polski, więc może nie będzie tak źle. Ewentualnie będzie gorzej.
Cios siekierą w końcu spadnie mi na plecy i zemrę na zawał, a lekarze będą się dziwić nie znalazlszy w czasie sekcji żadnej wady serca.
U mnie stoją dwie kanapy, można się nieźle zabarykadować.
Dziś też śpię z psem.
Pies śpi z tym, kto wstaje nazajutrz najpóźniej. Nie wiem skąd to wie, ale nigdy się nie myli.
Nie wtrącam się, więc zdusiłam komentarz w gardle, ale… narodziny siostry, to świetna okazja, by starsze dziecko poznało drogę jaką musi pokonać człowiek, żeby zobaczyć po raz pierwszy światło dzienne lub poznać uroki szpitalnych świetlówek.
I jak ta okazja została wykorzystana?
Otóż jedna z młodych cioć, obraziła inteligencję mojej wnuczki oświadczając jej, że mamusia poszła do szpitala, żeby pan doktor wyciągnął Milenkę przez PĘPUSZEK.
Zdębiałam, bo wyobraźnia dziecka mogła przecież zareagować jak moja (być może już zdziecinniała) i podsunąć natychmiast obraz z mroków pewnego horroru o Ufo. Rodzenie przez PĘPUSZEK widziałam nieraz na filmach fantastycznych. Tak rodziły się istoty pozaziemskie. Wcale nie jest to mniej drastyczny sposób od tego, jaki gatunek ludzki praktykuje. A nawet bardziej, ponieważ młode urodzone w ten sposób, musi od razu umieć sobie radzić samo, mamusia nie ma szans na przeżycie.
Niech mi ktoś z młodych ludzi z dwudziestego pierwszego wieku wytłumaczy, z czym wasze pokolenie ma problem względem tego co i owszem?
Bo ja, stara w porównaniu z wami baba, a nie mam żadnego.
Gdyby moja wnuczka spytała kiedykolwiek mnie, jak wydostała się na świat Milenka, usłyszałaby, że wszystkie panie mają taki specjalny otworek, którym dzieci mogą się wydostać.
Usłyszałaby przy okazji, że o to miejsce należy bardzo dbać, żeby było zdrowe, ponieważ jest bardzo ważne i potrzebne. Wszak bez niego nie można się urodzić. (Kwestię cesarskich cięć zostawiłabym na późniejsze lata).
Jasne, że spytałaby gdzie ten otworek jest.
Jasne, że otrzymałaby odpowiedź.
Bo człowiek trzyletni ma prawo wiedzieć prawdę o sobie. Podaną w odpowiedni do wieku sposób.
Każdy pacjent ma dwa końce - zajrzyj
Oj tam.
Wielko mi co.
Dezynfekują w wysokiej temperaturze, tak?
No i w końcu to ten sam układ, tylko z dwóch stron, tak?